Relacja z Turcji

Drużyna naszego klubu wróciła właśnie z Turcji.

Byliśmy, wygraliśmy, wróciliśmy!

Do Turcji polecieli: Paulina Sosnowicz, Piotr Gruszczyński, Mateusz Szewczyk, Piotr Gonet. Już na samym początku musieliśmy rozdzielić nasz lotny skład ze względu na fakt, że do Stambułu na turniej zaproszenie otrzymała jedynie Paulina – reszta z nas w tym czasie zwiedziła Stambuł. Relacja z muzeum wojskowości w Stambule to osobny temat – interesujące zbiory łuków i strzał które tam obejrzeliśmy zobaczycie wkrótce na filmie.

Kiedy my oglądaliśmy meczety, łuki, strzały i galery, Paulina startowała w Fetih Kupasi 2015 ( http://www.okcularvakfi.org/haber/63/3-Geleneksel-Fetih-Kupasi-29-Mayis-2015-Reglaman-Bilgileri-3Conquest-Cup-Reglement-29-May-2015-General-Information.html ). Informacje które otrzymywaliśmy od niej na bieżąco były od razu dobre: drugie miejsce po pierwszym dniu, wyjście na prowadzenie po drugim no i wspaniały sukces w pojedynkach łuczniczych dały jej ostatecznie zwycięstwo w tym prestiżowym turnieju. Tym samym Paulina dopisała drugi rozdział do naszej historii miejsc podiumowych na tych zawodach ( 2 lata temu Piotr Gonet zajął 3 miejsce).

Turniej był wymagający – strzelanie precyzyjne z 25 i 30 metrów, 72 strzały w turnieju i mocna międzynarodowa obstawa stanowią duże wyzwanie. Wiemy w klubie ile pracy włożyła Paulina w ten wynik – codzienne treningi  ( a czasem dwa razy dziennie) przez prawie dwa miesiące, walka z alergią, dobór odpowiedniego łuku (ostatecznie pojechała z łukiem autorstwa Łukasza Nawalnego, pożyczonym z klubu)… słowem mnóstwo przygotowań i samozaparcia Pauliny składają się na ten wyjątkowy wynik. Gratulacje!

11287511_862406270462448_1965449016_o11328096_862406263795782_1544200657_o

Kiedy już opadł kurz i skończyły się Tureckie lamenty, Paulina dołączyła do reszty drużyny która w międzyczasie przemieściła się na południe Turcji, nad granicę syryjską, gdzie wystartowaliśmy wspólnie w drugim turnieju:

http://heyevent.com/event/3dxanjbqpxa6wa/1st-international-turkoglu-avasim-traditional-turkish-archery-festival-announcement

Turniej w Turkoglu to kolejny duży event łuczniczy, który odbył się po raz pierwszy w historii i zgromadził ponad 280 uczestników (80 gości zagranicznych oraz 200 miejscowych). Wyjątkowy charakter tego turnieju wynika z próby podjętej przez organizatorów przywrócenia łucznictwu tradycyjnemu jego dawnej świetności. Nawiązując do historycznych odległości wyśrubowano wymagania bardzo wysoko. Turniej rozpoczyna się od 45 metrów a kończy na 105, co było dla nas interesującym wyzwaniem. Historyczne dystanse znane m.in. z „Saracen Archery” to nawet 200 m i w przyszłości na tych zawodach pojawią się takie odległości – wiemy to od organizatorów. Aby trafiać na taki dystans nie wystarczy już tylko wypuszczać strzały w kierunku celu – trzeba umieć naprawdę dobrze strzelać – a tym przecież się zajmujemy z zamiłowaniem w naszym klubie.

 

To w naturalny sposób przekłada się na sukces. W turnieju drużynowym wygraliśmy dla Polski ! Na zdjęciu od lewej: Mateusz Szewczyk, Piotr Gruszczyński, Paulina Sosnowicz, Piotr Gonet

11283160_862407023795706_790896265_o

A to nasza zwycięska seria w turnieju drużynowym ze 105 m. Nie jest to proste – na 24 strzały trafiliśmy 3 co dało nam zwycięstwo w zawodach. Dwie trafił Piotr Gonet, wyrównując najlepszy wynik kolejnych drużyn, a decydującą strzałę posłała Paulina Sosnowicz.

11246259_862402330462842_5449671522426766187_o

 

Warunki były trudne podczas turnieju indywidualnego – startowaliśmy stosunkowo późno i w porywistym wietrze. Mimo najszczerszych chęci była to pewnego rodzaju loteria. Zaskakująco każdy z nas zdobył taką samą ilość punktów, co nie zdarza się zbyt często na zawodach. Strzelaliśmy 12 strzałami po kolei do tradycyjnego tureckiego celu Puta z odległości 45,60,75,90,105m.  W tych warunkach do najdalszej odległości – 105 m – doszedł tylko jeden człowiek na turnieju, Michał Ponist ze Słowacji (trafiając ostatnią strzałą). My honorowo trafiliśmy jeszcze 75 m, ale dalsze dystanse ze względu na brak szczęścia  i szerzącą się w naszych szeregach „klątwę Sułtana” sprawiły nam zbyt wiele trudności. Obserwując innych łuczników uznajemy to za bardzo dobry wynik, odległość 75 przekroczyła dosłownie garstka z 280 uczestników. To pokazuje jak trudne były to warunki atmosferyczne. Na odległości 105 m wiatr potrafił wiać z 3 kierunków! Ostatecznie każde z nas zajęło ex aequo 7 miejsce.

Smaku naszemu występowi na obu turniejach nadaje fakt, że wszyscy pojechaliśmy do Turcji z łukami, z których na co dzień nie strzelamy. Dla wygody w podróży chłopcy wzięli Tombowy, a Paulina pojechała z naturalnym longbowem.

Dziękujemy organizatorom za zaproszenia i pracę jaką włożyli w przygotowanie tych zawodów. Trzeba dodać, że podczas imprezy odbyły się: demonstracje konnych włóczników (którzy rzucali do siebie javelinami), tradycyjnych gier z przeciąganiem baranicy konno włącznie, a także narodowe prezentacje i pokazy konnych łuczników. Świetny turniej na który otrzymaliśmy od razu ponowne zaproszenie za rok – i na który na pewno pojedziemy.

Strzelanie na takich dystansach, a raczej próba której poddali uczestników organizatorzy jest kwintesencją łucznictwa tradycyjnego we współczesnych czasach. Zawsze uważałem, że rekonstruując, czy też uprawiając łucznictwo tradycyjne nie można nie zauważać dawnych osiągnięć na tym polu i są to często wyniki łucznicze które wydają się z pozoru niemożliwe do zrobienia. W tym samym duchu projektowałem wiele turniejów – Wrocławski Turniej Bojowy czy Mistrzostwa Polski w Łucznictwie Tradycyjnym. Aby trafiać takie odległości, wymagany jest wysoki poziom umiejętności łuczniczych, niemożliwych do osiągnięcia bez solidnego przygotowania i regularnego treningu. W Centrum Łucznictwa Tradycyjnego tym właśnie się zajmujemy, starając się zachować odpowiednią równowagę między rekreacją i zabawą, a podnoszeniem poziomu łuczniczego. Rekonstrukcja samego stroju i wzięcie łuku do ręki to dla nas zbyt mało – dla nas ważniejsze jest zrozumienie łucznictwa, jego istoty, którą w całej tej otoczce jest przecież nic innego niż strzelanie i trafianie z łuku.

Piotr Gonet